
Schengen? To już tylko wspomnienie
Pamiętacie czasy, gdy przekraczanie granic w Europie było tak proste, jak wyjście po bagietkę? Zapomnijcie. Giorgia Meloni postanowiła, że traktat z Schengen to tylko zbędny świstek papieru. Włoska premier, zmęczona udawaniem, że unijna solidarność to coś więcej niż hasło na plakatach, zapowiada powrót do kontroli granicznych. Włochy mają dość, a my, jak zwykle, zapłacimy za to rachunek.
Kolejki dłuższe niż do urzędu w Porte de Clichy
Cel jest jasny: zatrzymanie fali imigrantów. Efekt? Podróżowanie po Europie stanie się sportem ekstremalnym. Jeśli myśleliście, że biurokracja w URSSAF czy CAF to szczyt absurdu, poczekajcie na godziny stania w korkach na granicach. Czas wolny, który planowaliście spędzić na włoskiej plaży, spędzicie na wpatrywaniu się w znudzone twarze pograniczników.
Co to oznacza dla Polaków we Francji?
Dla nas, Polaków mieszkających nad Sekwaną, to kolejny cios w portfel i nerwy. Jeśli myślicie, że RATP funduje wam wystarczająco dużo stresu, to wyobraźcie sobie powrót do paszportów i kontroli bagaży przy każdym wyjeździe na wakacje. Meloni obiecuje, że dla obywateli UE będzie „zorganizowanie”, ale wszyscy wiemy, jak kończą się rządowe obietnice – zazwyczaj dodatkowymi opłatami i stratą czasu.
Podsumowanie: witamy w nowej, „lepszej” Europie
Czy to koniec swobodnego przemieszczania się? Wygląda na to, że tak. Unia Europejska powoli zamienia się w zbiór twierdz, a my stajemy się zakładnikami politycznych gierek. Przygotujcie się na to, że każda podróż będzie wymagała więcej zachodu niż uzyskanie zasiłku w CAF. Obserwujcie sytuację, bo w tej Europie jedyną pewną rzeczą jest to, że za wszystko ostatecznie zapłacimy my – swoimi pieniędzmi i swoim czasem.



