Francja: Chcesz kupić 10% firmy? Zapytaj urzędnika o zgodę. Nowy dekret Bercy to parodia wolnego rynku

Wstęp, czyli jak uratować Francję przed… inwestorami

Ach, ta słynna francuska gościnność! Rząd w Paryżu po raz kolejny udowadnia, że nic tak nie cieszy urzędnika, jak możliwość wsadzenia nosa w nie swoje sprawy. Pod dumnym pretekstem ochrony „bezpieczeństwa narodowego” i „suwerenności gospodarczej”, władze postanowiły dokręcić śrubę tym bezczelnym zagranicznym kapitalistom, którzy śmią przynosić do Francji własne pieniądze.

Bercy patrzy na Twoje 10 procent

Do tej pory zasady były proste (jak na Francję, czyli i tak skomplikowane). Jeśli zagraniczny inwestor chciał przejąć 25% udziałów w strategicznej firmie, musiał prosić o błogosławieństwo Ministère de l’Économie. Ale po co ograniczać się do ćwierci tortu? Nowy dekret rządu obniża ten próg do zaledwie 10%. Tak, dobrze czytacie. Kupujesz jedną dziesiątą firmy, a urzędnicy w Bercy już analizują, czy nie jesteś tajnym agentem destabilizującym Republikę.

Biurokratyczny raj, czyli czekaj tatka latka

Co to oznacza w praktyce? Jeśli jesteś przedsiębiorcą i desperacko potrzebujesz kapitału na rozwój, zapomnij o szybkich decyzjach. Teraz Twój potencjalny inwestor musi najpierw wysłać oficjalne pismo do ministerstwa, a potem grzecznie czekać. Ile? Znając tempo francuskiej machiny urzędniczej, zdążysz zbankrutować, zanim pan urzędnik wypije swoją poranną kawę i łaskawie podbije pieczątkę. To genialny sposób na ograniczenie wolności gospodarczej i sprawienie, by francuskie firmy omijać szerokim łukiem.

Kto za to zapłaci? Oczywiście Ty!

Można by pomyśleć, że to problem tylko dla wielkich graczy. Nic bardziej mylnego. Mniej inwestycji zagranicznych to mniej innowacji, mniej miejsc pracy i w konsekwencji – mniejsze wpływy do budżetu. A jak we Francji brakuje pieniędzy, to rozwiązanie jest zawsze jedno: nowe podatki i opłaty, które uderzą w kieszeń zwykłego podatnika. URSSAF już zaciera ręce, a Ty zapłacisz więcej za bagietkę i prąd, bo gospodarka zamiast rosnąć, dusi się w uścisku biurokracji.

Wnioski: Socjalizm ma się świetnie

Nowy dekret to kolejny spektakularny strzał w kolano francuskiej gospodarki. Zamiast ułatwiać życie przedsiębiorcom, rząd woli bawić się w gospodarczego żandarma. Gratulacje, Francja z powodzeniem broni swojej pozycji jako europejskiego skansenu biurokracji, gdzie wolny rynek istnieje już tylko w podręcznikach do historii.

A Wy jak sądzicie? Czy urzędnik z Bercy lepiej wie, w co inwestować, niż ludzie z własnym kapitałem? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *