
Paryska biurokracja i finansowa gilotyna zebrały kolejne żniwo. W miasteczku, które rzekomo szczyci się mianem stolicy sztuki, ręcznie cięte szkło przegrywa wyścig z absurdalnymi podatkami oraz bezduszną drożyzną. Ostatnia tradycyjna cristallerie w Paryżu stoi na krawędzi upadku, a urzędnicy z uśmiechem na ustach patrzy jak tradycja ginie pod ciężarem rachunków.
35 000 euro czynszu za niszczenie paryskiej duszy
Paryscy urzędnicy uwielbiają rozprawiać o dziedzictwie kulturowym na wykwintnych bankietach, dopóki na stole nie pojawi się twarde wezwanie do zapłaty. Właściciel ostatniego warsztatu obróbki kryształów musi wysupłać z kieszeni dokładnie 35 000 euro za sam zaległy czynsz. To kwota, przy której zwykły rzemieślnik może jedynie zgasić światło i udać się prosto do urzędu pracy.
Ratusz woli pompować miliony w absurdalne projekty i wspierać komercyjne stoiska niż pomóc lokalnej tradycji. Podatki, bezlitosne opłaty narzucane przez URSSAF oraz pazerność właścicieli nieruchomości skutecznie wybijają z głowy marzenia o kultywowaniu paryskiego rzemiosła.
Chiński plastik wygrywa z tradycyjnym kryształem
W dzisiejszym Paryżu nie ma już miejsca na unikalną sztukę użytkową. Stolicę zalewa fala masowej tandety, bo francuski system podatkowy promuje wyłącznie wielkie korporacje i nastawione na szybki zysk sklepy z tanimi pamiątkami.
Gdy ostatnie szlifierki umilkną, w miejscu historycznego warsztatu powstanie zapewne kolejny bezduszny punkt z plastikiem. Paryż po raz kolejny przehandlował swoją duszę za parę euro z podatku od nieruchomości.
Czy Paryż powinien bezczynnie przyglądać się, jak urzędniczy cynizm i drożyzna ostatecznie niszczą ostatnie bastiony tradycyjnego rzemiosła?



