Bally Bagayoko korupcja: Wielki skandal wokół polityka LFI w Saint-Denis

Bally Bagayoko korupcja

Co się stało w Saint-Denis?

Temat Bally Bagayoko korupcja elektryzuje francuską opinię publiczną i wywołuje potężne oburzenie wśród podatników. Krajowa Prokuratura Finansowa (PNF) wszczęła oficjalne śledztwo wymierzone w byłego wiceburmistrza Saint-Denis, który przez lata łączył karierę polityczną z lukratywnym etatem w paryskim przedsiębiorstwie transportowym RATP. Śledczy chcą dokładnie prześwietlić warunki jego zatrudnienia w tej publicznej spółce kolejowej. Istnieje poważne podejrzenie, że jego praca była jedynie fikcją – wygodnym parawanem służącym do wyciągania ogromnych pieniędzy z kieszeni podatników bez świadczenia jakichkolwiek realnych usług.

Bally Bagayoko, 53-letni prominentny działacz skrajnie lewicowej partii La France Insoumise (LFI), od ponad dwóch dekad sprawnie łączył lokalne mandaty polityczne z wysokim stanowiskiem w strukturach RATP. Swoją karierę w tej firmie rozpoczął w 2000 roku, szybko zdobywając status, który pozwalał mu na niezwykle elastyczne lawirowanie między gabinetem wiceburmistrza a biurem w państwowym gigancie transportowym. Dziś prokuratura nie ma wątpliwości, że mogło dojść do ordynarnego sprzeniewierzenia funduszy publicznych (fr. détournement de fonds publics), czyli po prostu okradania państwowej kasy na masową skalę.

Bally Bagayoko korupcja – o co dokładnie oskarża się polityka?

Sprawa, którą media opisują jako Bally Bagayoko korupcja, rzuca bardzo ciemne światło na to, jak funkcjonują powiązania między światem polityki a państwowymi gigantami transportowymi. Prokuratura bada sprawę pod kątem kilku bardzo poważnych zarzutów. Oprócz wspomnianego sprzeniewierzenia funduszy, w grę wchodzi także paserstwo i ukrywanie korzyści (fr. recel) oraz nadużycie władzy polegające na bezprawnym pobieraniu opłat lub korzyści urzędniczych (fr. concussion). To najcięższy kaliber zarzutów finansowych, jakie można postawić osobie pełniącej funkcje publiczne we Francji.

Afera wybuchła z pełną siłą po tym, jak antykorupcyjne stowarzyszenie AC!!, kierowane przez nieustępliwego Marcela Claude’a, złożyło dwa oficjalne doniesienia do prokuratury. Aktywiści wprost wskazują, że jedynym celem tego skomplikowanego układu było dojenie publicznych pieniędzy przez człowieka, który na sztandarach niesie hasła walki o sprawiedliwość społeczną. Tygodnik satyryczno-śledczy „Le Canard enchaîné” opublikował szczegółowy raport, z którego wynika, że zanim Bagayoko objął kluczowe stanowiska w Saint-Denis, przez lata pobierał pełną pensję z RATP, jednocześnie piastując mandat wiceprzewodniczącego rady departamentalnej Seine-Saint-Denis. Wszystko wskazuje na klasyczny przypadek fikcyjnego zatrudnienia (fr. emploi fictif), gdzie podatnicy płacą za stanowisko, które istnieje wyłącznie na papierze.

Reakcje polityczne i linia obrony

Sam zainteresowany idzie w zaparte. Bally Bagayoko w oficjalnych wypowiedziach medialnych deklaruje, że jest „całkowicie spokojny” i z chęcią podejmie współpracę z organami ścigania. „Chcę, aby ta sprawa została wyjaśniona jak najszybciej, bo nie mam nic do ukrycia” – przekonuje polityk, podczas gdy jego sztab wyborczy i prawnicy nazywają oskarżenia „absurdalnymi i motywowanymi politycznie”.

Do gry natychmiast wkroczył również lider LFI, Jean-Luc Mélenchon. Zamiast odciąć się od podejrzanych praktyk swojego partyjnego kolegi, Mélenchon postanowił odwrócić kota ogonem. Podjął rękawicę w charakterystyczny dla siebie, agresywny sposób, nazywając całe śledztwo „rasistowską kampanią wymierzoną w czarnoskórych polityków”. Taka linia obrony budzi jednak niesmak nawet wśród części lewicowego elektoratu, który widzi w tym próbę ucieczki przed odpowiedzialnością za potencjalne nadużycia finansowe.

Z kolei dyrekcja RATP wydała lakoniczne oświadczenie, w którym zapewnia, że „zawsze działa w granicach prawa” i „w pełni współpracuje z wymiarem sprawiedliwości”. Co ciekawe, w kuluarach firmy nikt nie zaprzecza, że zatrudnianie aktywnych polityków na specjalnych warunkach to stała praktyka, którą dotychczas traktowano jako „wygodny układ dla obu stron”. Tego typu powiązania budzą jednak ogromne kontrowersje społeczne, zwłaszcza w dobie kryzysu gospodarczego i ciągłych cięć budżetowych, które uderzają w najuboższych mieszkańców przedmieść Paryża.

Co to oznacza dla nas, Polaków we Francji?

Dla każdego Polaka, który mieszka, ciężko pracuje i płaci podatki we Francji, ta sprawa ma wyjątkowo gorzki posmak. Kiedy my zrywamy plecy na budowach, znosimy ciężkie zmiany w gastronomii czy sprzątamy paryskie biurowce, francuska elita polityczna bezczelnie dzieli między sobą publiczne konfitury. Dla wielu obserwatorów hasło Bally Bagayoko korupcja stało się symbolem systemowego problemu, z którym Francja boryka się od lat.

To my, zwykli pracownicy, odczuwamy skutki takich afer w codziennym życiu. Kiedy państwowa spółka RATP marnuje miliony na fikcyjne etaty dla polityków, brakuje pieniędzy na modernizację linii metra, a ceny biletów i abonamentów Navigo drastycznie rosną. To z naszych podatków finansowane są te „złote karty” i fikcyjne pensje. Dlatego nie możemy przechodzić obok takich skandali obojętnie. Musimy głośno domagać się pełnej transparentności i rozliczenia każdego euro, które państwo zabiera nam z ciężko zarobionej pensji. Czas skończyć z tolerowaniem układów, w których zwykły człowiek zasuwa na emeryturę do późnej starości, a polityczni prominenci żyją jak pączki w maśle na koszt podatnika.

Źródło: materiały prasowe

Więcej z kategorii Na Ulicy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *