Patrick Bruel oskarżony: co dalej z koncertem w Strasburgu?

Patrick Bruel oskarżony

Słuchajcie, rodacy pracujący na budowach, w gastronomii, sprzątający paryskie ulice czy żyjący w innych zakątkach Francji – mamy w tutejszych mediach kolejny potężny wstrząs. Patrick Bruel oskarżony o przestępstwa seksualne to obecnie temat numer jeden od Paryża po Marsylię. Gdy ikona francuskiego popu i bożyszcze tłumów staje w obliczu tak ciężkich zarzutów, w powietrzu zawisa pytanie: czy gwiazdom wolno więcej? W tle szykuje się wielki koncert w halach Zénith, ale atmosfera wokół wydarzenia jest tak gęsta, że można ją ciąć nożem.

Patrick Bruel oskarżony – zarzuty, które wstrząsnęły sceną

Zarzuty, które spadły na piosenkarza, nie są bzdurną plotką wyssaną z palca przez złośliwe tabloidy. To konkretne oskarżenia ze strony kobiet, które po latach zdecydowały się przerwać milczenie. Wśród nich jest między innymi znana francuska dziennikarka i prezenterka telewizyjna Flavie Flament. Twierdzi ona, że w 1991 roku, gdy miała zaledwie 16 lat, padła ofiarą napaści seksualnej ze strony Bruela. Kolejne zgłoszenia, dotyczące niewłaściwych zachowań, molestowania czy propozycji nie do odrzucenia składanych m.in. masażystkom w hotelach, zacząły spływać do prokuratury jedno po drugim.

Sama policja od dłuższego czasu prowadzi w tych sprawach czynności sprawdzające. Zostali przesłuchani świadkowie, a śledczy skrupulatnie badają każdy wątek. Bruel stanowczo zaprzecza wszystkim oskarżeniom. Jego prawnicy powtarzają w kółko, że piosenkarz nigdy do niczego nikogo nie zmuszał, a wszelkie relacje odbywały się za obopólną zgodą. Jednak w świecie, gdzie brutalna prawda o nadużyciach władzy na szczytach show-biznesu wreszcie wychodzi na jaw, puste zapewnienia adwokatów już nikomu nie wystarczają. Gdy Patrick Bruel oskarżony zostaje przez kolejne osoby, opinia publiczna domaga się przejrzystości i sprawiedliwości, a nie gładkich regułek pisanych przez sztab PR-owców.

Spór w Strasburgu – reakcja władz i odwołany koncert

Najostrzejsza walka toczy się obecnie w Strasburgu. Była burmistrz miasta, Catherine Trautmann, postanowiła nie czekać na opieszałe decyzje sądów i wyraźnie sprzeciwiła się organizacji planowanego koncertu artysty w hali Zénith Strasbourg Europe. Jej zdaniem wpuszczenie na miejską scenę człowieka, na którym ciążą tak poważne zarzuty, jest jawnym policzkiem dla wszystkich ofiar przemocy seksualnej. „Nie możemy pozwolić, by artysta stawał się symbolem bezkarności tylko dlatego, że przynosi wielkie zyski”, argumentowała zdecydowanie w mediach.

To odważne stanowisko wywołało powszechną dyskusję. Mieszkańcy Strasburga oraz liczne organizacje praw kobiet stanęli po stronie władz miejskich, podkreślając, że zasady moralne i bezpieczeństwo są ważniejsze niż zyski ze sprzedaży biletów. Z drugiej strony stoją promotorzy i organizatorzy tras koncertowych, dla których odwołanie imprezy oznacza stratę setek tysięcy euro. Batalia prawna i polityczna trwa, a fani w całej Francji zastanawiają się, czy ich bilety pozostaną jedynie bezwartościowymi skrawkami papieru.

Układ chroniący gwiazdy pod ostrzałem

Przez dekady we Francji obowiązywała niepisana zasada: wielkim artystom wybacza się więcej. Ekranowi idole, piosenkarze i reżyserzy cieszyli się parasolem ochronnym ze strony mediów i polityków. Dzisiaj ten mur obojętności wreszcie pęka. Francuski ruch przeciwko przemocy seksualnej, choć napotykał opór ze strony tradycyjnych elit, zdobywa coraz większy wpływ na rzeczywistość na ulicy.

Lokalna społeczność i młode pokolenie nie chcą już udawać, że nic się nie stało. Coraz więcej znanych postaci ze świata kultury otwarcie wspiera ofiary i domaga się systemowych zmian w branży muzycznej i filmowej. Nie ma już przyzwolenia na to, by po koncertach w garderobach dochodziło do sytuacji, które później próbuje się tuszować przy pomocy pieniędzy i wpływów. Gdy opinia publiczna widzi, jak Patrick Bruel oskarżony przez kolejne kobiety próbuje kontynuować trasę jak gdyby nigdy nic, pojawia się uzasadniony gniew.

Co z tego wynika dla naszej Polonii?

Dla nas – Polaków żyjących, pracujących i płacących podatki we Francji – ta sprawa to nie tylko kolejna sensacja z pierwszych stron gazet. To sprawdzian z tego, w jakim społeczeństwie żyjemy na co dzień. Czy zgadzamy się na podwójne standardy? Czy ciche przyzwalanie na nadużycia ma być normą, dopóki chodzi o kogoś znanego z radia i telewizji?

Pracując ciężko każdego dnia, doskonale wiemy, czym jest sprawiedliwość i zasady fair play. Na ulicy nie ma taryfy ulgowej za ładny uśmiech czy nagrane przed laty hity. Jeśli ktoś złamał prawo lub wykorzystał swoją pozycję, powinien ponieść konsekwencje, bez względu na to, ile sprzedał płyt i ile ma zer na koncie. Zamiast ślepo bronić swoich dawnych idoli, warto przyjrzeć się faktom i postawić na godność drugiego człowieka.

Podsumowanie – czasy bezkarności dobiegają końca

Sprawa piosenkarza to wyraźny sygnał, że czasy, gdy potężne nazwiska gwarantowały nietykalność, odchodzą w przeszłość. Niezależnie od tego, jak zakończy się batalia o koncert w Zénithie w Strasburgu, mleko się rozlało. Społeczeństwo ma dość milczenia i wycierania sobie gęby szacunkiem dla sztuki w momentach, gdy w grę wchodzi ludzka krzywda.

Świat się zmienia i nawet najwięksi gracze francuskiej estrady muszą się z tym pogodzić. Jeśli masz wiedzę o podobnych przypadkach lub sam doświadczyłeś przemocy, pamiętaj, że we Francji istnieją darmowe numery alarmowe oraz liczne stowarzyszenia niosące pomoc. Nie daj się zastraszyć i nie stój z boku.

Źródło: materiały prasowe

Więcej z kategorii Na Ulicy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *